| Maj, 2012 | ||||||
| Pn | Wt | Śr | Cz | Pt | So | Nd |
| 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | |
| 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||
| poprzedni następny | ||||||
Legenda o Przymierzu z Rzeką
Dawno, dawno temu, kiedy tereny Kotliny Oświęcimskiej porastała
niezmierzona puszcza, nad brzeg Soły przy jej ujściu do Wisły przybyli
osadnicy - ludzie spokojni i pracowici. Kapryśna rzeka często zalewała
przybrzeżnełąki, pastwiska i pola uprawne. Na wzgórze, gdzie zbudowali
swoją osadę bardzo często zaglądał głód. Starszyzna rodowa doszła do
wniosku,że trzeba się z rzeką ugadać. Jak postanowili, tak i zrobili. W
noc Kupały przybyli nad rzekę i zawarli z nią przymierzę. Ludzieżyjacy
nad jej brzegami będą uczciwi, pracowici, dbający o wszystko co na tej
ziemiżyje, a rzeka będzie im w tym pomagać.
Mijały lata i wieki. Osada rozrastała sie coraz bardziej. Na wzgórzu, na
prawym brzegu Soły zbudowano silną warownię z zamkiem, a pierwotne
siedlisko przekształciło się w miasto zwane Oświęcim. Rzeka dotrzymywała
obietnic, wspomagała mieszkańców obdarzając ich swoimi skarbami, a
jednocześnie broniła przed wrogami. Czasami piętrzyła swoje wody i z
groźnym pomrukiem dopominała sie o dotrzymanie umowy. Aż nadszedł rok
1656. Najeźdźcy szwedzcy zamienili miasto w ruinę. Po wojnie
postanowiono odbudować zamek i okalający go gród. Jednakże Adam
Lubowiecki - Starosta władajacy Ziemią Oświęcimską przywłaszczeł sobie
zebrane na ten cel pieniądze. Zamek niszczał, a miasto ubożało coraz
bardziej. Niewiele pozostało z jego wspaniałości i świetności.
Smutnie patrzyła Soła na gród, na jego powolny upadek Aż w końcu nie
wytrzymała. Ostrzegła mieszkańców w 1805r. szeroko rozlewając się poza
swe koryto, a w 1813 wzburzone wody puściła bliżej miasta, wielką falą
wdarła się w odnogę okalajacą zamek i z ogromną siłą uderzyła o Wzgórze
Zamkowe, zerwała skarpę, porywając ze sobą mury obronne, brame oraz
część zabudowań. To co wieki ochraniała w jednej chwili zniszczyła.
Od tego czasu płynie przez środek miasta, by lepiej wiedzieć czy
mieszkający nad jej brzegami ludzie dotrzymują zawartej przed wiekami
umowy. Od czasu do czasu, niezadowolona z postawy Oświęcimian, ostrzega
ich szeroko rozlewając się jakby chciała zagarnąć w swe nurty nie miasto
i dobytek ludzi ale wszystko to co ją niepokoi. Tak było na przełomie
XIX i XX wieku, jak równiez w historii najnowszej. Kiedy latem 1997r.
Soła znowu wezbrała, a siła z jaką płynęła przez miasto budziła lęk i
grozę, patrzący na jej nurt co niektórzy mieszkańcy wspominali noc
Kupały i przymierze które ich przodkowie zawarli z rzeka dawno, dawno
temu ...
Okrutny Kasztelan
Tajemniczość zamków wszędzie rozbudza fantazję ludową. I nasza góra zamkowa ze swoją starą basztą oddziaływała twórczo na wyobraźnię mieszkańców.
W przekazach ustnych starszego pokolenia oświęcimian przechowało się
trochę legend i bezpretensjonalnych opowiastek, w których można odnaleźć
wyjaśnienie niejednego szczegółu z przeszłości zamczyska. Wszystkie te
podania mają cechy ludowych baśni, w których realizowało się marzenie o
zwycięstwie dobra nad złem, sprawiedliwości nad występkiem. Winnych
musiała dosięgnąć kara, jeśli nie za życia, to po śmierci.
U podnóża góry zamkowej aż do wybuchu II wojny światowej stała duża
kapliczka. Na graniastym bloku kamiennym znajdowała się rzeźbiona w
drewnie figura Chrystusa Frasobliwego w ogromnej koronie cierniowej.
Umęczony Chrystus patrzył rozwartymi oczami w środek drogi prowadzącej
do drewnianego mostu, którego już dawno nie ma. Za naszych czasów
wybudowano na jego miejscu kładkę dla pieszych, zapewne okazalszą od
starych mostów. Z postacią Frasobliwego łączy się następująca legenda. W
dawnych czasach panował w Oświęcimiu okrutny kasztelan, który rezydował
w zamku. Na sam jego widok poddanych ogarniało przerażenie. Za różne,
często niewielkie przewinienia wrzucał mieszczan do zamkowych lochów, z
których nie było powrotu.
Zwłoki skazanych na śmierć głodową straż więzienna wyrzucała przez
specjalny otwór wprost do Soły. Na wieść o śmierci skazanego jego
rodzina nocą wyławiała ciało z nurtów rzeki. Zwłoki grzebano również
potajemnie nocą na przykościelnym cmentarzu.
W końcu i na okrutnika przyszedł kres życia. Miasto odetchnęło z ulgą.
Pochowano kasztelana na cmentarzu parafialnym. Na drugi dzień
mieszczanie z przerażeniem spostrzegli, że ktoś rozkopał świeżą mogiłę i
wyrzucił z niej trumnę. Rajcy miejscy uznali, że ktoś umyślnie
sprofanował grób, i postanowili urządzić ponowny pogrzeb. Następnego
dnia historia się powtórzyła. Spróbowano pochować kasztelana po raz
trzeci. I znów to samo.
Zebrali się rajcy i długo gardłowali nad niezwykłym zdarzeniem. Jeden ze
zgromadzonych w pewnej chwili stwierdził stanowczo: – To był tak wielki
grzesznik, że nawet ziemia nie chce go przyjąć!
Uradzili, żeby niesławnej pamięci możnowładcę wrzucić do Soły. Ale i
rzeka przyjąć go nie chciała. Gdy tylko trumnę opuszczono do wody,
zerwał się wicher, woda zaczęła się burzyć, rozszalałe fale wyrzuciły
doczesne szczątki kasztelana na brzeg.
Zakłopotani rajcy nie wiedzieli co począć. Ostatecznie uzgodnili, że
trzeba pochować go na środku gościńca obok mostu, w miejscu, gdzie
przechodzi najwięcej ludzi i jeździ wiele furmanek.
Zadeptano ten przedziwny grób.
Ktoś z oświęcimian, dzisiaj już nie dojdziemy kto, pragnął upamiętnić to
miejsce, stawiając obok kapliczkę. Stąd Chrystus Frasobliwy spoglądał
na miejsce spoczynku okrutnego feudała. A w rocznicę jego śmierci miała
ponoć figurka płakać krwawymi łzami.
Jak św. Jacek ocalił kościół oświęcimskich Dominikanów
W jednej ze średniowiecznych legend o miejscowych dominikanach
pojawia się wątek historyczny związany z okresem najazdu husytów na
Śląsk i ziemię oświęcimską.
Od czasów tych wojen istniała w Oświęcimiu żywa tradycja o cudzie św.
Jacka, który ocalił kościół. Zapewne prawdziwe wydarzenie stało się
źródłem podania.
Opowiada ono o tym, jak św. Jacek patronował obronie klasztoru i
kościoła, do którego schronili się liczni mieszczanie razem z
zakonnikami. Święty, przybrawszy nadnaturalną postać zakonnika w
dominikańskim habicie, z wysokości murów oślepiał każdego najeźdźcę,
który chciał się wedrzeć do kościoła.
Oślepł również herszt bandy żołdaków, na którego rozkaz podpalano cele
braciszków i z furią szturmowano bramy. Napastnicy musieli salwować się
ucieczką, zabierając ze sobą poległych i rannych.
Przypowieść o pańskiej wdzięczności
Inne oświęcimskie podanie wprowadza nas w dość pogodny nastrój, mimo
że dotyczy klęsk powodzi, które często nękały miasto i okolice.
Było to w dniach, kiedy Soła wystąpiła z brzegów, zalała okoliczne wioski i zerwała most obok zamku.
Od strony dworca wracał pewien dziedzic oświęcimskiej wioski. Powóz
zaprzężony w dwa okazałe konie stanął na brzegu. Podróżny postanowił
przebyć rzekę w bród. Konie w złomowiskach mostu zaczęły się plątać, w
końcu prąd obalił wóz. Dziedzica porwała rzeka. Wzniósł tonący ramię i
począł wołać ratunku. W niemej grozie patrzyli na to z drugiego brzegu.
Jeden z mieszkańców rzucił się na pomoc. Chwycił tonącego za włosy i
dopłynął z nim do brzegu.
Właściciel wielkich dóbr zaprosił go do swych włości, aby mu się
odwdzięczyć. Ofiarował swemu wybawcy 25 koron, a potem sługom kazał
wymierzyć mu 25 batów. Ci zdziwionemu dobroczyńcy wyjaśnili: – 25 koron
otrzymałeś za uratowanie życia naszemu panu, a baty za to, że ośmieliłeś
się go ciągnąć za włosy!
Tajemnicze jezioro
Tajemnicze jezioro Baśń o tajemniczym jeziorze jest związana z dzielnicą
Skowronek. Taką nazwę miało dawniej, jeszcze w okresie międzywojennym,
dzisiejsze osiedle Chemików. Na rozległych polach Skowronka, wśród
uprawnych pól, były miejsca ulubionych zabaw dzieci.
Tam palono sobótki. Szczególną ciekawość budziła głęboka wyrwa zwana
zapadliskiem. Często wsłuchiwano się tu w odgłosy czy szmery
wydobywające się z głębi ziemi. Legenda mówiła o tym, że kiedyś na tym
miejscu stała karczma. Pewnego razu szedł obok niej ksiądz z Panem
Jezusem do chorego.
Rozochoceni biesiadnicy zaczęli pokpiwać z kapłana, a na jego trzykrotne
wezwanie nie ucichła muzyka i huczne tańce. Karczma zaczęła się kręcić,
trzeszczeć i w końcu zapadła się pod ziemię. Na jej miejscu powstało
jezioro.
Z biegiem lat wyschło i pozostał po nim głęboki i potężny lej.
Ocalone sanktuarium
13 września 1944 r. nastąpił najsilniejszy nalot alianckich samolotów na
Oświęcim. W czasie potężnego bombardowania ocalała kaplica św. Jacka,
kościół MB Wspomożenia Wiernych i obraz, mimo że większość budynków
salezjańskich, zajętych wówczas przez Niemców na szpital, uległa
zniszczeniu.
Fakt niezwykłego ocalenia sanktuarium i łaskami słynącego wizerunku
Wspomożycielki podniecał wyobraźnię wielu mieszkańców i zaczął obrastać
legendami. Szybko rozchodziły się wieści, że po ruinach błąka się jakaś
niezwykła osoba.
Znaleźli się i tacy, co twierdzili niezbicie, że to ksiądz Bosko. Inni
powtarzali, że policjanci strzelali do tajemniczej zjawy, która im
ciągle znikała... Jeszcze inni oglądali wyniosłą postać snującą się po
gzymsach zburzonego skrzydła Zakładu.
Nocny stróż kiedyś na własne oczy widział mężczyznę w długiej czarnej
szacie nad ruinami zgruchotanego kina. A wszystko zaczęło się od
opowieści palacza, który przeżył szok, gdy nagle w kotłowni pojawił się
jakiś mężczyzna ubrany w gumowy płaszcz z peleryną.
Długo i wnikliwie wpatrywał się w palacza i w końcu wypowiedział słowo
„Polacy” – po polsku i po niemiecku. Oszołomiony robotnik opowiadał
wszystkim znajomym o przeżyciach, a nawet zawiadomił o zdarzeniu
policję.
Zaklęte duchy przy zamku na Sole
Kilka lat temu niespodziewanie przyfrunęła gromada łabędzi, by – zdawało
się – na stałe osiąść obok Zamku na Sole. Pan Andrzej Winogrodzki,
wyborny piewca i bard spraw oświęcimskich, nie zmarnował wymarzonej dla
poety okazji.
Utrwalił w pięknej Zamkowej balladzie sympatyczną rodzinę łabędzi, które
dowcipnie zestawił z niektórymi postaciami występującymi w dziejach
naszego zamczyska.
Znalazł się więc wśród zaklętych w łabędzie kształty Henryczek Walezy,
co o ten zamek otarł się przelotem, gdy do korony utracił ochotę.
Puszysta korona pięknej łabędzicy skojarzyła się autorowi z królową
Boną, co w panien gronie, gdzieś w zamkowej sali / stanęła na noc w
podróży z Italii. Najbardziej ubłocony ptak został ukazany w tej
poetyckiej baśni jako książę Jan, hultaj i niecnota. (...)